Zapraszam do kuchni…


Oczywiście nie mojej, tylko takiej sprzed lat 🙂


Podobny kredens stał w kuchni u mojej Babci. Po zmianie mebli kilka lat spędził w komórce, na szczęście kilka lat temu został odrestaurowany i jest chlubą mojej pracowni 🙂




A tu już trochę bliższe nam klimaty… na szczęście tak ciasno w kuchni nigdy nie mieliśmy 🙂



Pamiętam taki „sprzęt” z babcinej kuchni,  paliło się w nim węglem i drzewem 🙂



A w prodiżu Mama zawsze piekła „murzynka” – był pyszny!



Maszynka jeszcze jest w szufladzie!



I mikser mieliśmy 🙂



A grzałką Mama zawsze sobie w szkole gotowała wodę na kawę 🙂



Tego nigdy w naszym domu nie było..



Podobne pojemniczki kupiłam jakiś czas temu na targach staroci i zdobią moją pracownię 🙂



Od paru lat także nosimy obiady z baru 😛 Ale w plastikowych menażkach 🙂



Czas coś przekąsić…

Ryba po grecku zawsze gości na naszym stole w Wigilię… od wielu, wielu lat…



Chlebka ze smalcem?



A może coś słodkiego na deser?

Jedliście żółty czy dodawaliście kakao?



Taką czekoladę można było tylko dostać w prezencie – po zjedzeniu papierek wędrował do kolekcji 🙂



Prosto z ogródka, maczany w cukrze… dziś nie ma takich przysmaków 😦



Czas na jakiś napój…

U nas preferowane były raczej słomkowe koszyczki 🙂



Rzadko miałam okazję, aby uraczyć się tą pysznością przez słomkę, bo uważana była w naszym domu za wyjątkowe świństwo, będące przyczyną moich częstych zatruć w dzieciństwie…



Ależ wybór!



Oj, kupowało się! Kupowało!



Tej kawy nie pamiętam, bardziej zapadła mi w pamięć ta z zieloną filiżanką na opakowaniu…



A puszkę mieliśmy! 


Taką też – stanowiła podstawkę do małej lampki zrobionej przez Dziadka 🙂




To też był wyjątkowy rarytas…



A to już wersja późniejsza – bardziej popularna 🙂



I trochę słodyczy na koniec 🙂

Reklamy

32 myśli w temacie “Zapraszam do kuchni…

  1. Za tymi kawami, dość się nastałam w kolejkach…
    Zapach i smak gum Donaldowych… nie powtarzalny.
    Niedawno grzebiąc w pamięci, przypomniałam sobie…pierwsze słomki, były z prawdziwej słomy.
    Stąd ich nazwa.
    Dopiero potem pojawiły się plastikowe. Które na początku, były cieniutkie, przezroczyste.
    Serdecznie pozdrawiam.

    Polubienie

  2. hmm… rabarbar – smak dzieciństwa. z cukrem obowiązkowo. 😛
    Donaldy, Turbo – żuło się raz na jakiś czas, a nie codziennie, jak dzisiejsze dzieciaki.
    pamiętam jeszcze napój Sinalco, który Tato kupował w Pewexie, pamiętam swoją Lalkę Fleur, też kupioną w Pewexie, no ale to nie kuchenna rzecz. 🙂
    pamętam czekolady w PRLu, które Tato przywoził nam z Iraku, kiedy był na kontrakcie. były pyszne, w pięknych opakowaniach, Mama miała dobrą kawę a my czekolady, gumy… ech, te czasy były może i smutne, ale z pewną nostalgią się je wspomina…
    pamiętam Coca-Colę z Pewexu, pepsi. Boże, człowiek wtedy tak się cieszył z tego, a teraz można w pierwszym lepszym kiosku kupić…
    kuchnię mieliśmy normalną, ani za ciasną, ani też kto wie jak wielką. wystarczała dla naszej rodziny, dzięki zaradności mojej Mamy, nic nam w dzieciństwie nie brakowało, mimo że czasy były ciężkie.

    dzięki za ten wpis Aniu, uwielbiam wspominać czasy PRL 🙂

    Polubienie

  3. Rabarbar mieliśmy w ogródku – ścinałam i maczałam w cukrze na spodeczku… Gumy to od wielkiej okazji – raz mi wujek kupił w Pewexie te kulki kolorowe – miałam limit na jedną dziennie 🙂 U nas było biednie – najatrakcyjniej było, jak Dziadek zaczął jeździć na trasie Warszawa – Praga (był kierownikiem pociągu) i przywoził słodycze od Czechów. Raz w miesiącu miałam wtedy lentilki i takie chropowate orzeszki w czekoladzie.. zawsze w niedzielę rano na Teleranek 🙂 U nas nie było tak lekko – bo Mama wychowała mnie sama – w domu była tyko pensja Dziadka i jej nauczycielska. Babcia nie pracowała.

    Polubienie

  4. Identyczny kredens stoi u mojej Mamy :)) Historyjki z gum zbieraliśmy wtedy chyba wszyscy, później przydawały się na studiach i w początkach pracy z małymi dziećmi (opowiadanie, myślenie przyczynowo-skutkowe).
    Smaki dzieciństwa z nostalgią przechowuję w pamięci, i rabarbar z cukrem, i chleb ze smalcem i ogórkiem małosolnym, i ciasta z prodiża :))

    Polubienie

  5. Na trzecim zdjęciu jakbym swoją kuchnię widziała – w sensie rozmiaru :/
    A kredens pamiętam – u obu babć były podobne i aż żal mi, że w bloku mam za mało miejsca w swojej dziupli na takie cudo 😦

    Polubienie

  6. Umeblowanie z pierwszej fotografii nawet mi się podoba, lecz z kolejnych – już niekoniecznie. Na pewno inaczej bym mówiła, gdyby miała sentyment do tak wyglądającej kuchni; niestety, te z mojego dzieciństwa wyglądały zupełnie inaczej. Nie wspominając już o obecnej… 🙂
    Pozdrawiam.

    Polubienie

  7. świetny wpis, z mojej perspektywy wszystko dobrze mi się kojarzy, szczególnie donaldy i oranżadka w woreczku 🙂
    potem wyparta przez wodę sodową z sokiem, którą raczyło się z jednej szklanki całe miasto 🙂

    ps. moja koleżanka do tej pory ma cała kolekcję opakowań czekoladowych 🙂

    Polubienie

  8. Ja wolałam żółty 😛 A z lizaków – to lubiłam takie misie, które miały taką jakby warstwę najpierw scukrzoną, a dopiero wewnątrz normalnego lizaka 🙂

    Polubienie

  9. Serdecznie dziękuję za podróż wspomnień 🙂
    U nas w domu stał inny kredens i do dziś stoi u mamy. Taki jak na zdjęciu to miała moja teściowa.
    W moim pierwszym mieszkaniu też była taka „jednoosobowa” kuchnia jak na drugim zdjęciu tylko bez tego bałaganu :))
    Kogel-mogel kocham do dziś – obowiązkowo z kakao i takiej samej maszynki do mielenia mięsa używam choć dziś już raczej nie mielę w niej mięsa (częściej ser na sernik).
    Po kawę stałam nie raz, nawet próbowałam nauczyć córkę (dwuletnią) słowa „kawa”, bo były takie sklepy gdzie dziecko też mogło dostać kawę jeśli umiało wymówić to słowo – ale niestety córka była kawooporna 🙂 choć musiała stać w kolejce razem ze mną.
    Ja te czasy wspominam z nostalgią.
    Pozdrawiam serdecznie :))

    Polubienie

  10. Aniu, bardzo lubię te Twoje wpisy dotyczące przeszłości. Prawie wszystko to, co pokazujesz w kuchennym wpisie towarzyszyło i mi w dzieciństwie. Dziś wspominam z sentymentem np.kolejki po kawę. A taki kredens do dziś stoi w spiżarni mojej babci, może też kiedyś doczeka się odrestaurowania i przeżyje czas swojej drugiej świetności…

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s