Czerwcowe czytanie :)


Trochę poczytałam w tym miesiącu… chociaż nadal niewiele 😉



„Troje” Sarah Lotz

„Czarny czwartek. Dzień, którego nie sposób zapomnieć. Dzień, w którym niemal równocześnie w czterech miejscach na świecie dochodzi do katastrof wielkich samolotów pasażerskich. Giną setki ludzi, przeżywa tylko czworo. Jedną z nich jest Pamela May Donald. Leżąc w pogorzelisku, wśród poskręcanych fragmentów kadłuba i zmasakrowanych szczątków współpasażerów, nagrywa na komórkę wiadomość, która wstrząśnie światem. Wkrótce potem umiera.” [źródło]


Muszę przyznać, że jestem tą książką trochę rozczarowana. Kupiłam z chęcią (a ostatnio nieczęsto kupuję książki – głównie z powodów finansowych). Z chęcią również czytałam. Niestety – zakończenie rozczarowuje, ponieważ w zasadzie nie ma w nim nic zaskakującego… zdarza się dokładnie to, czego można się domyślać od połowy książki…


„Mark Knopfler” Lesław Haliński

Książkę otrzymałam w ubiegłym roku za wykonanie scrapowych zakładek… dla Marka Konopflera właśnie 🙂 TUTAJ o nich pisałam. 
Czytałam naprawdę z ciekawością.
A TUTAJ można zapoznać się z recenzją tej pozycji.


„Biuro kotów znalezionych” Kinga Izdebska

„Biuro kotów znalezionych to opowieść o życiu i rozterkach współczesnej kociary – od pierwszego stopnia zakocenia do założenia własnego domu tymczasowego. Autorka, u zarania tego przedsięwzięcia, nie była kocim ekspertem. Owszem, koty lubiła i była wrażliwa na ich niedolę – nie miała jednak pojęcia jak funkcjonują schroniska, fundacje czy azyle dla zwierząt. Wiele musiała się nauczyć. Za sprawą innych, bardziej doświadczonych wolontariuszy, kociąt „na odchowanie” oraz Szarej, Ośki i Artura zostaje wprowadzona w tajniki bycia łapaczką, karmicielką, kocią opiekunką, zastępczą mamą. I pomyśleć, że wszystko zaczęło się od kichnięcia…” [źródło]

Jako aktualna posiadaczka pięciu kotów nie znalazłam w tej pozycji nic, czym autorka mogłaby mnie zaskoczyć 🙂 Książkę czyta się sympatycznie. Nie zgadzam się tylko z opinią trzymania kotów w domu – one muszą mieć możliwość wychodzenia. Być może żyją wtedy krócej, ale za to są szczęśliwe… Bo nigdy nie uwierzę, że szczęście daje im zamknięcie i patrzenie tęsknym wzrokiem za szybę…

Reklamy

29 myśli w temacie “Czerwcowe czytanie :)

  1. Bardzo ciekawie zapowiadają się te książki, na pewno coś sobie z nich wybiorę na letnie wieczory 🙂 Zerknęłam w linka, zakładki są fantastyczne, lepiej nie mogły być przemyślane i wykonane 😉
    A co do ostatniego komentarza mam taki koci egzemplarz, który z domu nosa nie wytknie, nawet jak są drzwi i okna na oścież otwarte. Zachęcanie go nic nie daje, taki mi się kot-domator trafił 😉

    Polubienie

  2. Kiedy? Książki czytam najczęściej w samochodzie na parkingu – jak przyjeżdżam po Marcina do pracy i jak czekam, gdy idzie do baru po obiad 🙂 To zawsze 10-15 minut czytania dziennie 🙂 A on – najczęściej książek słucha – w czasie drogi właśnie, w czasie rąbania drewna itp…. na wszystko można znaleźć czas 🙂 Ja obowiązkowo noszę torebce haft i książkę – zawsze się trafi jakaś chwila, aby zająć ręce 🙂

    Polubienie

  3. Zakładki cudne, a ostatnią książką zaintrygowałaś mnie totalnie 😉 Kiedyś kupiłam książkę bo mi sie tytuł podobał. Brzmiał on „Każdy dom potrzebuje balkonu” i traktował o dzieciństwie Żydówki podczas IIWŚ. Ciekawe prawda? Otóż nie. Takiego rozczarowania czytelniczego juz dawno nie miałam. Ten koci tytuł tez bardzo mi się podoba 🙂
    A! moje koty sa zamkniete w domu ponieważ mieszkamy „na skrzyżowaniu” i to bardzo ruchliwym w samym centrum (koszmar- przy otworzonym „balkonie”- cudzysłów jak najbardziej na miejscu- nie da się oglądać telewizji- nic nie słychać) Każdy kot wychodzący żyje tylko jeden dzień…

    Polubienie

  4. Myślę, że to kwestia wychowania w niekorzystnym otoczeniu. Mój urodził się w hodowli w… bloku, okna z widokiem na drzewa, nic więcej nie mógł z nich zobaczyć. Teraz po prostu się boi wyjść (na blogu mam zdjęcie na dworze mojej nevki, wygląda na przerażonego). Może mu się jeszcze odwidzi i przywyknie 😉 Póki co oglądanie świata z okna to jego ulubione hobby 😉

    Polubienie

  5. To zawsze zależy od kota. Gdy mieszkaliśmy w mieście, nasze dwa koty nie miały możliwości wychodzenia. Po przeprowadzce do domku tydzień zajęło im wyjście spod wersalki do pokoju, a dwa tygodnie – wyjście do ogródka… na początku szorowały brzuchami po ziemi… później nie chciałby nawet wracać na noc 🙂

    Polubienie

  6. Ojj, ta ostatnia mnie zianteresowała. Juz keidyś ja miałam w ręce w ksiegarni,a le odłożyłam. Moze jednak warto przeczytać? A co do kotów: też uwazam, ze powinny mieć gdzie pobiegać. Żeby były szczęśliwe. 😉

    Polubienie

  7. No, to zapowiada się przyjemne czytanie. Tylko dlaczego doba taka krótka… Potrafię czytać do czwartej nad ranem, a spać idę z rozsądku, kiedy już świta, a ptaki zapowiadają rozpoczęcie nowego dnia 🙂

    Polubienie

  8. Kiedyś tak czytałam, głównie w liceum… teraz już nie mogę, budzik do pracy dzwoni o 6:20, a praca do 17 wyczerpuje tak bardzo, że zasypiam przed północą…

    Polubienie

  9. Jakiś czas temu obiecałam sobie, że przed snem przeczytam choćby jedną stronę i jak na razie mi się to udaje 🙂 Czasami zdarza też mi się czytać w pracy, jeśli przez chwilę nie mam nic do zrobienia lub czekam na kogoś 🙂 Nie jest to może tak zawrotne tempo jak kiedyś, ale jedną lub dwie książki w miesiącu udaje mi się przeczytać.

    Polubienie

  10. Teraz to się porobiło, że wszystko na akord i kto więcej… nie startuję w tej kategorii, uważam, że należy czytać i kontemplować… bo inaczej nic z tego nie wynika ;p. 3-4 książki miesięcznie to jest ok… No dobra sześć też może być. ;p

    Polubienie

  11. Czytanie ma być przyjemnością, teraz mam taki czas, że czytam choćby tą jedną stronę codziennie, ale bywało tak, że miesiącami nie sięgałam po książkę, bo kompletnie nie miałam na to ochoty.

    Polubienie

  12. W czerwcu przeczytałam tylko jedną książeczkę dla dzieci „Najmilsi”. Ale teraz mam wakacje, to pewnie będzie lepiej.
    Co do kotów, to trafiły mi się mieszczuchy pełną gębą. Mieszkam w bloku w centrum miasta i nie mam możliwości wypuszczania ich, a koty (sztuk 2) i tak najchętniej przebywają na osiatkowanym balkonie. Mruczek nie zna innego życia, jest u mnie od niemowlęctwa. Natomiast Zołza świetnie poznała życie na wolności, i w jej przypadku różne nieprzyjemności z tym związane, no i nie chce wyściubić nosa nawet na klatkę schodową. Poducha, balkonik, pełna micha, mizianko… Czasami, to im nawet zazdroszczę. Chyba są gady szczęśliwe, podpytam w wigilię 😉

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s